5 rzeczy, które powinnam była zrobić jako nastolatka

5 rzeczy, które powinnam była zrobić jako nastolatka

Mając te kilkanaście lat wydaje nam się, że wszystko już wiemy, wystarczająco dużo widzieliśmy, że znamy świat i siebie samych. Wkurzają nas wszystkie “złote” rady, cenne wskazówki, życzliwe uwagi i komentarze. Wolimy działać samodzielnie i popełniać swoje błędy. I powiem wam, że to bardzo dobrze! Bo na tym właśnie polega życie; na popełnianiu tych błędów, a potem na wyciąganiu wniosków i nauce.  Jako nastolatka niewiele się różniłam od swoich rówieśników- mnie też wydawało się, że pozjadałam wszystkie rozumy. Teraz wiem, że generalnie to nie wiedziałam nic. Ale co zrobić, taki głupi wiek 😉Teraz już wiem, że są rzeczy, które powinnam była jednak wtedy zrobić.

Teraz jest moda na „nieżałowanie”. I w pewnym sensie ja też mogę powiedzieć, że niczego nie żałuję. Chociaż przyznaję, czasem nachodzą mnie myśli, że pewne rzeczy można jednak było zrobić inaczej, że w pewnych sytuacjach można było inaczej postąpić.  Ale generalnie mówiąc nie żałuję.

Wszystkie moje znaczące decyzje i te dobre i te złe, zaprowadziły mnie tu, gdzie teraz jestem. To te doświadczenia w pewnym stopniu ukształtowały mnie jako człowieka. Bez tego pewnie byłabym teraz inną kobietą, żoną, matką. Może lepszą, może gorszą, kto wie. Gra w „co by było, gdyby” to podobno starta czasu, więc pozostańmy przy wersji, że pewnie gorszą. Pieniędzy też bym miała mniej, zmarszczek więcej, a mąż wkurzałby mnie jeszcze bardziej. Dziecko pewnie nie chodziłoby spać o normalnej porze, a praca już by totalnie mnie dobijała. Idealnie😉

Jak widać nie mam czego żałować z taką perspektywą w tle, ale tak całkiem na serio to powiem wam dziewczyny, że po 35 latach życia stwierdzam, że czasem jednak ‘trzeba było słuchać mamy…’ I przyznaję się bez bicia- żałuję, że nie miałam wtedy takiej wiedzy o samej sobie (żeby nie powiedzieć rozumu) co teraz. Teraz wiem, że te rzeczy powinnam była zrobić jako nastolatka:  

1. Uczyłabym się języków obcych

Szkoła jak to szkoła, nie każdy lubi, każdy musi chodzić. Miałam to szczęście, że nauka nigdy mnie dużo nie kosztowała. Przychodziła mi generalnie łatwo, nie byłam jedną z tych, którzy muszą ślęczeć godzinami w książkach. Był okres, kiedy to przekładało się to elegancko na oceny, a potem przyszło liceum i wiadomo- inne priorytety… Teraz gdy patrzę wstecz, to żałuję. Nie tego, że nie byłam najlepszą uczennicą w klasie (najgorszą też nie- żeby było jasne!), ale tego, że nie przyłożyłam się do nauki języków obcych. A powinnam była…

Może dlatego że wyjazd dalej niż na Słowację jakoś nigdy nie wydawał mi się prawdopodobny. Może dlatego, że pani do francuskiego ( powiedzmy sobie) nie miała daru zarażania pasją. A może dlatego, że nauka języków obcych takich jak hiszpański, portugalski czy japoński nie były zupełnie popularne?

Wiecie co, to kompletnie nie ma znaczenia. Powinnam była lepiej spożytkować swój czas. Teraz tego czasu już tyle nie ma. Jest o wiele trudniej, a i pamięć jakaś taka już inna, jakby gorsza…. A ile ja bym dała, żeby mówić płynnie po tym francusku czy hiszpańsku. Już nawet po tym niemiecku, niech będzie….

W czasach, w których żyjemy znajomość języków obcych to podstawa. I już nie mówię tu tylko o kwestiach zawodowych. Mówię o podróżach bez barier językowych, o poznawaniu ludzi i obcych kultur. O swobodnym porozumiewaniu się z każdym i wszędzie.Wierzcie mi, mowa ciała nie w większości przypadków nie wystarcza, a przynajmniej nie na długo …

2. Założyłabym aparat ortodontyczny

O matko…. Jaka ja byłam głupia… Nie chciałam, a dawali za darmo… Kompletnie nie rozumiem, ale będąc nastolatką jakoś problemy z zębami nie wydawały mi się istotnymi. Może to dlatego, że generalnie mało ich było. Bo co by nie powiedzieć czy napisać, to zęby trzeba było w domu myć, nie ma zmiłuj. Ale gdy pojawiły się pierwsze sygnały informujące o konieczności założenia aparatu ortodontycznego, bagatelizowałam je na tyle długo i skutecznie, że aparatu nie mam do dzisiaj. Powinnam była to zrobić. Gdybym zrobiła co trzeba mając te kilkanaście lat, teraz mogłabym cieszyć się pięknym uśmiechem. A tak, dupa…

 Aparat ortodontyczny nadal spoczywa sobie cicho i bezpiecznie na mojej liście rzeczy do załatwienia jeszcze w tym roku. Oby mi odwaga nie uleciała, bo do 31 grudnia coraz bliżej. Trzymajcie kciuki !

3. Uwierzyłabym w siebie

Oj nie jest łatwo być nastolatką… Bo czym jest życie nastolatka, jak całą masą „problemów”, od klasówek począwszy, do szlabanów na imprezy, a i jeszcze ta matura w tle.

Mimo tego wszystkiego wspominam ten okres jako jeden z najlepszych w moim życiu i chętnie cofnęłabym się do tamtych czasów. Nie oznacza to jednak, że nie zmieniłabym jednej kluczowej rzeczy- uwierzyłabym w siebie, a przede wszystkim nie opierałabym poczucia własnej wartości na opinii innych ludzi.

Gdy patrzę na siebie te kilka (no dobra, kilkanaście) lat wstecz to widzę młodą, zakompleksioną dziewczynę, z niewielkim bagażem doświadczeń. Dziewczynę, która w tych wszystkich staraniach o bycie lubianą przestała gdzieś tam po drodze lubić samą siebie. Co gorsza, przestała wierzyć, że może, że potrafi, że może marzyć o czym chce i co najważniejsze, że te marzenia mają szansę się spełnić.

Często mając tenaście lat, bardziej zależy nam na tym, by podobać się innym niż samym sobie. Zdanie innych na nasz temat ma dla nas kluczowe znaczenie i potrafi zdeterminować drogę, którą obieramy w życiu.  Może pomóc nam rozwinąć skrzydła, ale może też ściągnąć nas szybko w dół. Dlatego czasem łatwiej jest nam po prostu być jednym z wielu, nie wychodzić przed szereg. I czasem mam wrażenie, że dokładnie tak się stało ze mną…. 

Żałuję, że tak bardzo przejmowałam się tym co pomyślą inni, tym co wypada a co nie, tym co powinnam. Dlatego jedną z rzeczy, które powinnam była zrobić jako nastolatka to właśnie uwierzyć w siebie. Nie bać się iść pod prąd, próbować nowych rzeczy i szukać odważnie swojej drogi i pomysłu na życie.

 Teraz już nieobawiałabym się opinii znajomych, rodziny, przyjaciół. Szczerze mówiąc mam to w dalekim poważaniu. Bo to moje życie i nikt go za mnie nie przeżyje. Ale tak naprawdę dopiero wyjazd do Wielkiej Brytanii nauczył mnie takiego podejścia i sprawił, że nabrałam wiary w siebie i własne możliwości. To tutaj stałam się osobą mocno przekonaną o swojej wartości, młodą kobietą, która nie boi się tupnąć nóżką, głośno powiedzieć swoje zdanie i walczyć o swoje przekonania. Ale może to już tak jest, że do pewnych rzeczy trzeba po prostu dorosnąć i na wszystko przychodzi czas?

4. Zadbałabym o przyjaźnie

Wydaje mi się, że przyjaciele należą do tej grupy rzeczy, których często nie doceniamy, puki nie stracimy. Trochę w swoim życiu tych przyjaźni już przerobiłam (i tych prawdziwych i tych trochę mniej) i wiem, że o prawdziwą przyjaźń wcale nie tak łatwo. Dobry, prawdziwy przyjaciel jest na wagę złota i to pewnie dlatego tak o niego ciężko…

Na swojej drodze spotykamy ludzi non stop. Jedni przychodzą, inni odchodzą, zdarzają się też tacy co zostają, ale o prawdziwą, szczerą i bezinteresowną przyjaźń jest trudno. I powiem wam, że trochę to jest tak, że to właśnie Ci, których poznaliśmy będąc małolatami, dwadzieścia lat później są tymi najcenniejszymi dla nas przyjaciółmi. To oni znają nas najlepiej, to często na nich właśnie możemy najbardziej polegać. To dla nich jesteśmy w stanie najwięcej zrobić czy poświęcić. To oni mogą na nas liczyć, to im ufamy.

I to są piękne przyjaźnie, często połączone najwspanialszym okresem naszego życia. Połączone pierwszymi razami, począwszy od pierwszej klasówki, pierwszej lalki Barbie, pierwszego chłopaka, pierwszej dyskoteki, a kończąc na pierwszym w tajemnicy wypitym winem.

A potem idziemy dalej, nasze drogi się rozchodzą, wybieramy inne szkoły, wyjeżdżamy na studia, zakładamy rodziny. Poznajemy nowych ludzi, żyjemy swoim życiem. I niby wszystko OK, bo przecież dalej ‘mamy siebie’ na Facebooku, ale często tak naprawdę te kontakty się urywają. I to jest tylko i wyłącznie nasza wina, bo o przyjaźń, podobnie jak o miłość trzeba dbać.

Nie ze wszystkimi, ale jednak z wieloma osobami z tamtego okresu w taki sposób straciłam kontakt, a może i coś znacznie cenniejszego. I żałuję bardzo, że nie zadbałam bardziej o to, aby te przyjaźnie przetrwały próbę czasu czy próbę odległości. Teraz, po latach mam poczucie, że jakoś tak łatwo to się wszystko rozleciało. Za łatwo… Może trzeba było dać z siebie odrobinę więcej. 

5. Zrobiłabym  prawo jazdy

Na ten temat już wam kiedyś co nieco pisałam na blogu. Zrobienie prawka, to jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam w swoim życiu! Żałuję tylko, że tak długo z nią zwlekałam. Jest to wielki krok z stronę niezależności i jakże ułatwia życie.

Prawo jazdy w końcu zrobiłam, ale domyślam się, że byłoby mi dużo łatwiej, gdybym zdecydowała się na to te kilkanaście lat wcześniej. Mniej obowiązków, świeższy umysł, większa odwaga. Podejrzewam, że pewnie poszłoby mi szybciej i kosztowałoby mnie to mniej stresu, ale cóż…. lepiej późno niż wcale.

A was dziewczyny odsyłam do mojego wcześniejszego tekstu na ten temat:   https://www.mayabobo.com/dzien-ktory-zmienil-moje-zycie/ Może znowu któraś z was da się przekonać, że warto przełamać swój strach. Że warto spróbować, nawet jeśli wydaje się wam, że teraz to już nie ma co sobie głowy zawracać. Gdy publikowałam ten post (wieki temu!), jedna z moich czytelniczek zadała mi pytanie czy warto spróbować zapisać się na kurs mimo wieku. Odpisałam jej wtedy, że wiek to tylko liczba i liczy się stan naszego umysłu. I wiecie co? Od publikacji tego tekstu minął ponad rok, ale wiem, że Maria, mając ponad 60 lat zrobiła prawo jazdy! Jest dumną posiadaczką małej plastikowej karteczki, która założę się, marzy się nie jednej z was. Także do dzieła dziewczyny 😊

Tak to już jest,nikt nie jest idealny, zawsze znajdzie się coś co można było zrobić lepiej, decyzje, które można było podjąć inaczej. Opowiedziałam wam o 5 rzeczach, które teraz wiem, że powinnam była zrobić będąc nastolatką. Piszę ‘powinnam była’ bo wierzę, że dużo wniosły by one w moje obecne życie i że to był tak naprawdę dobry moment na nie. Żałuję, że wtedy tego nie wiedziałam.

Kochane moje dziewczyny! Mam nadzieję, że nie zostawicie mnie teraz samej sobie i solidarnie opowiecie coś o sobie. Jest coś co byście zmieniły gdybyście dostały taką szansę i odjęto by wam te kilka / kilkanaście lat?  Zmieniłybyście coś? Co zrobiłybyście inaczej? A może niczego nie żałujecie i zostawiłybyście wszystko takim samym?  Dajcie znać w komentarzach! Buziaki xx

Komentarzy: 11

  1. Amaltea
    7 czerwca 2019 / 8:19 PM

    Jestem jeszcze nastolatką i trochę późno ogarnęłam żeby jak najbardziej korzystać z życia i robić to co tak na prawdę się lubi, ale nadal nie jestem dorosła więc twoje rady dały mi do myślenia :p

    • Ania
      Autor
      9 czerwca 2019 / 6:28 PM

      Cieszę się, że wyniosłaś coś dla siebie z mojego wpisu 🙂 Pozdrawiam Cię cieplutko xx

  2. 21 grudnia 2018 / 9:22 AM

    Nosiłam aparat ortodontyczny 10 lat temu i żałuję, że tak nalegałam na szybsze jego usunięcie 🙁 Teraz znowu nie taki zgryz, jak być powinien, a już niewiele da się z tym zrobić.
    Gdybym jeszcze raz mogła być nastolatką, na pewno więcej czasu i pieniędzy poświęciłabym na rozwój, zamiast wydawać na głupoty i zajmować się fejsbukiem i bezproduktywnym spędzaniem czasu. ALe nadrabiam teraz, ile tylko mogę 🙂

    • Ania
      Autor
      22 grudnia 2018 / 7:13 PM

      Zgadzam się z Tobą, też bardziej skupiłabym się na rozwoju, zdobywaniu wiedzy itd. Ale co zrobić, czasu nie cofniemy 🙂 Trzeba żyć tu i teraz jak najlepiej 🙂 Pozdrowionka xx

  3. 14 grudnia 2018 / 10:22 AM

    A mi teraz nauka języka przychodzi łatwiej niż te kilkadziesiąt lat temu. Wtedy MUSIAŁAM wiec wszystko inne było ważniejsze. A teraz po prostu chcę i jakoś łatwiej idzie.
    Jeśli chodzi o aparat ortodontyczny. Ja niestety mając naście lat nie mogłam liczyć na darmowy, a moich rodziców nie było stać na taką “przyjemność”.
    W dorosłym życiu kilka razy podchodziłam do kwestii założenia aparatu, ale bardzo często dochodziłam do wniosku, że te moje zęby nie są takie tragiczne.
    Aż pewnego dnia, na wakacjach mój mąż zrobił mi zdjęcie. To taki jeden kadr, który nigdy więcej się nie powtórzy i wszystko psuje mój uśmiech z krzywymi zębami.
    Następnego dnia stwierdziłam, że zaczynam odkładać pieniądze na aparat ortodontyczny.
    Teraz już jestem w trakcie leczenia od prawie roku.
    Był ból, było cierpienie – tego nie da się uniknąć. Ale efekty było widać już po pierwszych miesiącach.
    Polecam bardzo! Ja się już nie mogę doczekać prostego, “bezaparatowego” uśmiechu

    • Ania
      Autor
      14 grudnia 2018 / 6:48 PM

      Bardzo Ci dziękuje Magda za ten komentarz:-) Widzę że jest nas więcej z podobnymi doświadczeniami z :’prostym zgryzem’… Wiesz, u mnie też momentem przełomowym były zdjęcia, na których nagle wszystko było widać jak na dłoni. Czasem człowiek parzy w lustro milion razy dziennie i nie widzi bo nie chce. Tak jak piszesz, nie jest aż tak źle, wszystko da się zamaskować odpowiednim uśmiechem, grymasem itd. Ale aparat widzi wszystko i już tak łaskawego oka nie ma. Gratuluję Ci że się za to zabrałaś. Ja mam jeszcze wszystko to przed sobą ale jestem zdeterminowana żeby zacząć tą przygodę z aparatem ortodontycznym i wiem że się uda 🙂

  4. Pati
    13 grudnia 2018 / 10:26 PM

    Hej Aniu
    Pieknie napisałaś, czas refleksji dojrzałej kobiety, tez do mnie takie momenty przychodzą…i myśle sobie wtedy, ze są rzeczy, które by sie ciut zmieniło, ulepszyło…ale na to nie mamy juz wpływu.
    Zatem nie chce przegapić dziś, i jak mam potrzebę zadzwonić i powiedzieć Przyjaciółce Kocham Cię to robie to nawet w zatłoczonej kolejce. Jesli nie zdobędę juz Mistrzostwa Świata i złotego medalu a mam możliwość pobiegać 2 razy w tygodniu to nie odkładam na pózniej.
    Staram się słuchać i być gdy jestem potrzebna, tak by za kolejne kilkanaście lat chcieć zmieniać jak najmniej…
    Ściskam Cię najmocniej
    Pati

    • Ania
      Autor
      14 grudnia 2018 / 7:01 PM

      Zgadzam się z Tobą kochana. Czasem nie ma co rozpamiętywać i gdybać. 100 razy lepiej jest skupić się na Tu i Teraz, żyć jak najlepiej potrafimy, aby tych “powinnam była” było w naszym życiu jak najmniej. Ale myślę też, że warto czasem pozwolić sobie na chwilkę refleksji i przeprowadzać takie małe analizy, wyciągać wnioski. Żeby już tych samych błędów nie popełniać 🙂 xx

      • Pati
        15 grudnia 2018 / 3:22 PM

        Święta prawda

  5. 12 grudnia 2018 / 11:02 PM

    No nie wierzę, mam te same przemyślenia odnośnie aparatu i prawa jazdy! 🙂

    • Ania
      Autor
      13 grudnia 2018 / 8:56 AM

      Haha. Cieszę się w takim razie że nie jestem sama w tym temacie. A zdecydowałaś się w końcu na którąś z tych dwóch? Ja prawko mam już z listy odhaczone, jeszcze tylko ten nieszczęsny aparat….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *