5 zbędnych rzeczy w kosmetyczce

5 zbędnych rzeczy w kosmetyczce

Muszę wam się do czegoś przyznać…. Mam wielką słabość do kolorowych kosmetyków! Nie wiem jak wy dziewczyny, ale w moim przypadku żadne ale to żadne zakupy nie należą do udanych jeśli choć na chwilkę nie wdepnę do ulubionej drogerii. Ku udręce mojego męża ta chwilka często  przeradza się w tak zwany dłuższy pobyt ale to już temat na inny post.

Tak więc kupuję sporo, nie potrafię się oprzeć tym wszystkim kosmetycznym nowościom, które wręcz atakują mnie z półek. Co tu dużo mówić- mało co może się równać z przyjemnościa jaką dają zakupy, a zakupy kosmetyczne to już wogóle!

I tak moja kolekcja cieni do oczu, błyszczyków, pomadek, rozświetlaczy i tym podobnych rośnie i rośnie jak na drożdżach! Doszło do tego, że aby wykonać poranny makijaż do pracy, muszę przekopać się przez wcale nie mały stosik tych wszystkich puzderek i mazideł, a to wszystko po to ,żeby znaleźć tą jedną lub dwie rzeczy, których naprawdę potrzebuję. Bo nie oszukujmy się- o 6-tej rano raczej mam w głębokim poważaniu konturowanie twarzy i nakładanie 3 kolorów cieni do oczu by wydobyć ich głębie…..

Idealnie byłoby posiadać jedną z tych cudnych, modnych białych toaletek w sypialni, z szufladkami wyłożonymi czerwonym welurem gdzie wszystkie moje szmineczki, podkłady i palety cieni byłyby pięknie posegregowane.  Jak narazie jednak taka możliwość nie jest możliwa jak to mawia mój mąż (zdecydowanie za często), i problem gotowy.

Pisałam ostatnio o tym  jak umilić sobie styczeń  i pomyślałam sobie że dobrze by było do mojej listy dopisać jeszcze jeden punkt- generalne porządki w kosmetyczce. Bo tak naprawdę czy ja rzeczywiście tego wszystkiego potzrebuję i co wazniejsze używam?! Może warto by było postawić na tak modny ostatnio minimalizm? Hmmm… Na taki krok chyba jeszcze nie jestem gotowa ale zdecydowanie moja kosmetyczka potrzebowała przeglądu. Tym sposobem, ujawniło się 5 totalnie zbędnych rzeczy w mojej kosmetyczce, czyli rzeczy bez których spokojnie jestem w stanie się obejść.  Mało tego- okazało się, że wiele z nich od wieków nie ujrzało światła dziennego! Moje wnioski? Zobaczcie sami!

5 zbędnych rzeczy w  kosmetyczce których spokojnie możemy (a czasem powinniśmy ) się pozbyć:

1. Przeterminowane i/lub zniszczone

Mam duży sentyment do wszystkich swoich ulubionych róży do policzków i zwłaszcza cieni. Zwykle akurat tego rodzaju kosmetyki kolorowe mają naprawdę długi okres ważności ale nawet najdłuższy kiedyś się kończy. I tak w mojej kolekcji nadal sobie spokojnie leżakują 5-letnie palety z cieniami. Znalazłam też dwie pomadki do ust o kolorach, których nigdy w zyciu nie odważę się użyć na codzień więc czekają na swoją szansę. I tak czekają już chyba ze 3 lata…  Jeśli już chcemy zredukować zawartość naszej kosmetyczki to dobrym poczatkiem będzie pozbycie się wszystkich kosmetyków, które swoje 5 minut mają już dawno za sobą. Nie ma co też rozczulać się nad tymi już nieźle pokruszonymi pudrami, połamanymi szminkami czy też innymi produktami w uszkodzonych opakowaniach, które tylko niepotrzebnie robią bałagan w naszej kosmetyczce. Sentyment sentymentem a porządek musi być!

2. Palety i cienie do makijażu oczu

Palety cieni do powiek to moja prawdziwa słabość. Czy wy też tak macie, że gdy widzicie te wszystkie plakaty i reklamy z przepięknymi paniami z jeszcze piękniejszym makijażem oczu, kolejna paleta ląduje w waszym koszyku? I nic, że zieleń czy ostry pomarańcz nijak nie pasują do waszego typu urody…  i tak kupujecie? Bo ja tak! Potem oczywiście z całej palety dziewięciu kolorów używam tylko jednego czy dwóch, bo reszta jakoś nie mogą się dogadać z moją cerą i kolorem oczu. No więc z całej kolekcji pozbywam się wszystkich tych, które wiem, że napewno nie użyję. Zostawiam te najbardziej dla mnie cenne. Jedne w odcieniach bardziej naturalnych- idealne do codziennego makijażu do pracy, a drugie trochę bardziej ekstrawaganckie na dzikie wieczory na mieście ( nie żeby się zapowiadało w najbliższych trzech latach).

3. Konturówki do ust

Mimo kilku prób, jakoś nie potrafię się przekonać do kredek do ust. Owszem, efekt jest najczęściej bardzo pozytywny ale raczej na kimś innym. Czy naprawdę chce mi się przedłużac mój poranny makijaż o kolejne extra minuty aby obrysować usta?  Jest to pewnie w dużej mierze kwestia tego, że jakoś nigdy nie potrafiłam się zmotywować do poekspertymentowania i nauczenia się jak z takiego “sprzętu” poprawnie korzystać. Nie mam jednak przekonania, że aż tak wiele przez to tracę i już sie chyba nie przekonam.

4. Pomadki ochronne do ust

To już jest katastrofa. Czasem się wręcz zastanawiam czy to już uzależnienie, że w mojej kosmetyczce, szafce łazienkowej i właściwie w każdej chyba torebce plącze się jakiś balsam do ust. Naliczyłam 5 i większość z nich już od dawna do niczego się nie nadaje. Zreszta odkąd odkryłam naturalne balsamy ochronne ESO raczej z nich prędko nie zrezygnuję. Czas chyba pozbyć się tych wszystkich, zbędnych pomadek w większości już i tak w naprawdę marnym stanie. Czasem warto postawić na jakość i posiadać nieco droższy ale naprawdę spełniający obietnicę balsam do ust zamiast całej kolekcji niewiele różniących się od siebie pomadek ochronnych.

5. Kolorowe kredki do oczu

Kolejna z tych rzeczy, które jakoś tak łatwo się kupuje i potem mało kiedy używa. Ale czy do codziennego makijażu są one nam naprawdę niezbędne? Ja już od dłuższego czasu i tak pozostaje wierna czarnej kredce lub czernemu eyelinerowi. Tak naprawdę nie pamiętam kiedy wykonałam swój makijaż z kolorową kredką w roli głównej, a mam ich w swojej kosmetyczce aż 4. Nawet jeśli mam akurat ochotę na odrobinę koloru, zazwyczaj i tak naładam specjalnym pędzelkiem jeden z moich mocno napigmentowanych cieni do oczu. Jak dla mnie kolorowe kredki do oczu zdecydowanie zbędny element w mojej kosmetyczce.

No więc to by było na tyle. Przynajmniej narazie…. Pewnie powinnam pozbyć się o wiele więcej ale jakoś ciężko mi się przełamać. Minimalistyczne podejście do kosmetyków to jak dla mnie wyzwanie zbyt duże ale kto wie- może kiedyś. Jak narazie małe porządki w mojej kosmetyczce sprawiły mi zaskakująco dużo frajdy. Co prawda zawartość mojej kosmetyczki została nieco uszczuplona ale kosmetyki, które zostały, to te które rzeczywiście regularnie używam i bardzo lubię. Pozbywając się zbędnych rzeczy z mojej kosmetyczki, pozbyłam się bałaganu i zaoszczędziłam cenne minuty każdego poranka szykując się do wyjścia z domu.

A oto kilka z moich ulubionych kosmetyków do makijażu, które przetrwało moją małą rewolucję w kosmetyczce:

Smashbox Photo Finish Foundation primer
(baza pod makijaż wygładzająca koloryt skóry i przedłużająca trwałość całego makijażu)

Clarins Everlasting Foundation +
(Podkład pod makijaż SPF 15)

Dior Diorskin Nude Air powder
(lekki puder w kompakcie wykańczający makijaż)

Dior Nude Diorblush
( delikatnie rozświetlający róż/ bronzer)

Clarins Eclat Minute Pinceau Perfecteur
(Rozświetlający i liftingujący korektor pod oczy)

Yves Saint Laurent Touche Eclat
(Rozświetlający korektor)

Benefit Goof Proof brow pencil
(ołówek do brwi- moje niedawne odkrycie i zarazem hit)

Lancome Hypnose
(tusz do rzęs- klasyk, którego nie mogłoby zabraknąć w mojej kosmetyczce)

MAC lipstick
( pomadka matowa MAC,)

 

A jak jest u was dziewczyny? Czy też macie skłonność do chomikowania swoich kosmetyków do makijażu tak jak ja czy może raczej stawiacie na minimalizm? Jestem bardzo ciekawa waszych propozycji kosmetyków, które waszym zdaniem są totalnie zbędne w naszych kosmetyczkach i na które nie warto wydawać pieniędzy!

Moi drodzy! Ogromną radość sprawia mi pisanie dla was. Jeśli ten post Wam się spodobał, bardzo proszę o udostepnienie go, komentarz pod wpisem lub po prostu polubienie. Będzie mi bardzo miło wiedzieć,że moja praca jest przez was doceniana i napewno zmotywuje mnie do dalszej pracy na blogu :-) Buziaczki dla was! Ania

 

Komentarzy: 2

  1. 18 marca 2017 / 9:47 AM

    Ja w obronie konturówek 🙂 Może jeszcze nie trafiłaś na jakąś gwiazdę, która podbije Twoje serce. Robiłam kiedyś zestwienie moich Top 5 konturówek do ust i przyznam szczerze, że warto poświęcić dodatkową chwilę na ten kosmetyk ponieważ później procentuje to dłuższym utrzymywaniem się makijażu na co przydaje się zwłaszcza w pracy 🙂

    • Ania
      Autor
      18 marca 2017 / 1:20 PM

      Hej Agnieszka! Przyznaje szczerze, że w konturówkach zbyt dużego doświadczenia nie mam. Raz zrażona, jakoś nie ciągneło mnie do dalszych prób, a może właśnie wpadłoby w moje ręce coś co zmieniłoby moje zdanie! Chętnie poczytam o Twoich Top 5 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *