Dzień który zmienił moje życie

13 stycznia 2017

Dzień, który zmienił moje życie wydarzył się trochę ponad rok temu. Ale chyba dopiero teraz zaczynam rozumieć  jak wielki wpływ ma to, co wtedy zrobiłam na życie moje i mojej rodziny. No więc wpływ ma ogromny i z całą pewnością tego nie żałuję. A jeśli już to tylko tego, że zrobiłam to tak późno.

Zastanawiam się cały czas dlaczego musiałam stać się dorosłą, 32-letnią kobietą, żoną i matką, żeby odważyć się na taki krok? Już w liceum wiele moich koleżanek to zrobiło a mi nawet przez myśl nie przeszło, żeby iść w ich ślady…. Mało tego- nie uważałam, że jest mi to do szczęścia wogóle potrzebne. Czemu? Sama chciałabym wiedzieć! Może po części dlatego, że w mojej rodzinie ani mama ani żadna inna kobieta tego nie robiła?  Ale takie były wtedy czasy. To mężczyzna był tym od „tych” rzeczy. Nie pamiętam nawet, żeby którakolwiek z naszych sąsiadek ( a mieszkaliśmy w bloku) robiła to sama. Wszystkie polegały na swoich mężach. Zabrakło więc pewnego rodzaju wzorca ? Jeśli nawet to chyba tylko po części. Druga kwestia to chyba jednak brak odwagi. Czy ja się nadaję, czy będe potrafiła, czy dam radę i nie skrzywdzę przy tym nikogo? To tylko niektóre z wielu pytań,  jakie przebiegały mi zawsze po głowie gdy tylko temat był podejmowany przez mojego męża. I to chyba dzięki niemu wkońcu się na to zdecydowałam.

No więc  zapisałam się na kurs!

Zapisałam się na kurs nauki jazdy! Miałam już dosyć spędzania ponad godziny każdego dnia w autobusie, żeby dojechać do pracy i wrócić do domu. Wiecznie zmarznięta, zmoknięta i zmęczona. Te podróże powrotne do domu chyba bardziej mnie męczyły niż sama praca. Już nie wspomnę o tych godzinach wyczekiwania na wiecznie spóźnione autobusy…

Oj ciężko było na początku… Pamiętam, jak po pierwszej lekcji wróciłam zrezygnowana do domu. Byłam  gotowa cały pomysł porzucić ale mój mąż uparcie jak zdarta płyta i tak próbował mi wytłumaczyć o co chodzi z tymi biegami.  Płakać mi się chciało i stwierdziłam, że chyba po prostu za stara jestem na takie zmiany. Ale nie poddałam się. Trafiłam na świetnego nauczyciela, dzięki któremu jazda samochodem zaczęła mi się zwyczajnie podobać.  Był to typowy Anglik, starszy pan w  sweterku w serek i z niezwykłym poczuciem humoru. Lekcje z nim to oprócz jazdy godziny przegadane o życiu, problemach dnia codziennego, za wysokich cenach w sklepach i katastrofach lotniczych. Zdałam swój egzamin za pierwszym razem, ale pamiętam, że oprócz niedowierzania i ogromnym uczuciu szczęścia i satysfakcji poczułam też smutek. Smutek, bo to oznaczało koniec naszych cotygodniowych spotkań. To John właśnie powiedział mi, że dzień mojego egzaminu to jeden z najważniejszych dni w moim życiu i że je całkowicie zmieni. I wiecie co? Miał rację! Był to dzień który zmienił moje życie.

Życie po…..

Moje życie z plastikową karteczką w portfelu zmieniło się bardzo! Po pierwsze, koniec z autobusami! Koniec stania na przystankach a potem turlania się przez godzinę w zatłoczonym autobusie. Teraz wsiadam i jadę. I wiecie co? Nawet nie narzekam na korki, a tych tu nie mało!  A jak tylko najdzie mnie ochota, żeby sobie ponarzekać  to przypominam sobie stare czasy i szybko doprowadzam się do pionu.

Niesamowite ile czasu teraz oszczędzam mając prawo jazdy. Mogę wkońcu rano dłużej pospać, wieczorem szybciej jestem w domu. Mam więcej czasu dla swojej rodziny. Zwłaszcza teraz gdy jest nas jakby więcej nie wyobrażam sobie, żebym miała go tracić  na siedzenie w autobusie. A czas który mam? Mogę go teraz o wiele lepiej wykorzystać! Nie muszę już ze wszystkim czekać na męża i musieć liczyć na niego w każdej sprawie. Sama robię zakupy, sama jadę na miasto spotkać się z przyjaciółką czy połazić po sklepach. Mogę fajniej spędzać czas z córeczką bo nie jesteśmy  ograniczone do spacerów po najbliższej okolicy. Kiedy tylko chcę mogę cieszyć się tym, że mieszkamy nad morzem, wsiąść w auto i po prostu pojechać na plażę. Możemy brać udział w fajnych zajęciach dla dzieci organizowanych w różnych częściach naszego miasta i poza nim. Wiadomo- autobusem pewnie też dałybyśmy radę  bo dla chcącego nic trudnego ale autem jest o wiele łatwiej. Niby małe rzeczy ale jak wielką potrafią zrobić różnicę.
No i przede wszystkim auto jest mi zwyczajnie potrzebne. Nie wiem doprawdy jak byśmy sobie teraz poradzili bez mojego prawa jazdy. Byłoby nam bardzo ciężko ogarnąć wiele spraw jak choćby odbieranie Mai z przedszkola.

Dziewczyny róbcie prawo jazdy!

Auto daje mi ogromne poczucie wolności i niezależności. Nigdy nie myślałam, że aż tak wiele traci się nie będąc kierowcą. Napisałam tego posta bo mam wiele koleżanek, które tak jak i ja kiedyś nadal nie mogą się zdecydować. Jedne pewnie się boją, drugie nie czują takiej potrzeby aby zrobić prawo jazdy a jeszcze inne nie mają motywacji, żeby coś w swoim życiu zmienić. A prawo jazdy naprawdę zmienia życie, a napewno jest pierwszym krokiem do jego zmiany. Zmiany na lepsze. Moją motywacją była Maya i wizja ciagłego braku czasu dla niej. Mnie się udało mimo tego, że nigdy wcześniej nie podejmowałam próby jezdżenia samochodem. Tak jak i pewnie wiele z was, myslałam, że skoro nie zrobiłam prawa jazdy będąc jeszcze w liceum czy na studiach (jak większość moich rówieśniczek ), to juz nigdy się nie uda. Ale okazuje się, że na zmiany i na naukę nigdy nie jest za późno. Trzeba próbować i przestać się bać.  I wiecie co jest najśmieszniejsze w tym wszystkim? Że to nawet nie jest trudne! Jeżdżenie samochodem jest banalnie proste! Skoro nasi faceci potrafią i ja potrafiłam się nauczyć to i wy dacie rade!

Drodzy czytelnicy! Ogromną radość sprawia mi pisanie dla was. Jeśli ten post Wam się spodobał, bardzo proszę o udostepnienie go, komentarz pod wpisem lub po prostu polubienie. Będzie mi bardzo miło wiedzieć,że moja praca jest przez was doceniana i napewno zmotywuje mnie do dalszej pracy na blogu :-) Buziaczki dla was!
UdostępnijShare on Facebook22Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0

Zobacz także

6 komentarzy

Szarasia 14 marca 2017 at 10:48 AM

Ojoj ja to prawo jazdy robiłam jeszcze w poprzedniej dekadzie (dżizzzz jak to brzmi!!). W kazdym razie, to poczucie niezależności jest bezcenne. Dlatego podpisuję się pod notką obiema ryncami (i nogami tez)

Reply
Ania 15 marca 2017 at 8:33 PM

Dziękuje bardzo:-)

Reply
Marysia 18 stycznia 2017 at 12:01 PM

Aniu, czy 62 lata to nie za dużo na zrobienie prawa jazdy? Noszę się z tym zamiarem już parę lat. Koleżanka o rok młodsza zrobiła prawko w ubiegłym roku i odczucia ma podobne do Twoich. Może warto, tylko jak się odważyć ? A tak w ogóle profesjonalny blog oceniła Aga, bo ja się nie znam. Nie chwaliłaś się przedsięwzięciem, albo umknęła nam ta informacja. Gratulujemy! Buziaki dla Łukasza i Mai.

Reply
Ania 18 stycznia 2017 at 9:10 PM

Marysiu wiek to nie liczba a stan umysłu tak więc NIE- 62 lata to zdecydowanie nie za dużo. Dobrze mieć w życiu jakiś projekt i cel, do którego można dążyć, a prowadzenie auta wydaje się trudne tylko z siedzenia pasażera…. Dziękuję za miłe słowa o blogu a pozdrowienia dla mojej kochanej dwójki przekaże oczywiście 🙂 Buziaki

Reply
Blanka 14 stycznia 2017 at 9:50 AM

Ja co prawda robiłam moje prawko jako panna jeszcze przed slubem /a;e to było „milion lat przed naszą erą”/ lecz nie wyobrażam sobie życia tu w UK bez samochodu….Pierwszy rok obywaliśmy się bez auta ,było ciężko nie powiem.Teraz po latach myślę że samochód tutaj to tak jak buty,które są niezbędne!

Reply
Ania 14 stycznia 2017 at 12:47 PM

Zgadza się Blanko. Tutaj bez auta jak bez ręki!

Reply

Leave a Comment