Fotografia dziecięca to nie lada wyzwanie! Drugie urodzinki naszej Mai…

written by Ania 20 kwietnia 2017

Pamiętacie naszą zeszłoroczną sesję fotograficzną z okazji pierwszych urodzin Mai? Możecie ją zobaczyć TUTAJ ! Uwielbiam sesje powtarzające się i taką właśnie chciałam razem z mężem  sprawić naszej małej córeczce. Czy wszystko poszło zgodnie z planem? Nie do końca. Okazało się, że fotografia dziecięca, to wcale nie jest taka prosta sprawa i te wszystkie cudne, przeurocze zdjęcia słodkich bobasów z balonami, torcikami, w wiklinowych koszach itd są efektem naprawde ciężkiej pracy. Sesje dziecięce to sztuka! I po dwóch latach prób nareszcie dochodzę do wniosku, że są warte swojej wysokiej ceny u profesjonalistów.

A w tamtym roku było tak:

W zeszłym roku nie obyło się bez trudności. Po pierwsze balonik, który miał symbolizować pierwszy roczek, tak spodobał się naszej małej modelce, że ledwie uszedł z życiem. Po drugie, nasza mała modelka średnio chciała współpracować, czego wynikiem były powiedzmy średniej jakości zdjęcia pstrykane w pośpiechu ze strachu przed uciekającym obiektem. Ale udało się i zdjęcia są! Takie sobie szczerze mówiąc, ale są! Powiedzieliśmy sobie z mężem wtedy, że za rok już będzie tylko lepiej……. Ależ z nas naiwniaki!

A w tym roku?

W tym roku przyszła pora na dwa baloniki! Już same początki i proces przygotowywania zapowiadał tragedie. O mały włos sesja by sie wogóle nie odbyła, bo nagle w całym mieście zabrakło czerownych baloników, a wiadomo, że żółte to juz nie to samo! Mąż stanął jednak na wysokości zadania i sprowadził z dalekiego świata zwanego internetem dwa piękne, czerwoniutkie baloniki. Jak na złość przez trzy weekendy z rzędu oczywiście padało, a jak już udało się dograć wszystkie elementy i pogodę to zawiodła cała reszta……

Baloniki, które cieszyły się tak wielką popularnością zaledwie rok wcześniej, tym razem kompletnie nie przypadły do gustu małej modelce. Nie pomogło śpiewanie piosenek, układanie wierszyków, bujanie na rękach- Maya była zdecydowanie na NIE w kwestii balonów. Skończyło się na przywiązaniu ich do śluwki od spodni co zresztą też średnio się spodobało i zaowocowało skwaszoną miną na prawie każdym zdjęciu, jakie udało się pstryknąć. Na dodatek, śliczny włochaty piesek, który akurat przechodził obok nas, nie był łaskawy się zatrzymać i dać wytargać naszej modelce. I po sesji…..

Nie poddaliśmy się z mężem, o nie! Mąż dzielnie przenosił z miejsca na miejsce nowiuśki aparat, statyw, torbę na aparat o wiele za dużą niż nam faktycznie potrzebna, poprawiał przywiązane do spodni baloniki i wykazywał się nadludzką cierpliwością. Ja z kolei skupiłam się na łapaniu Mai, która za wszelką cenę chciała pogłaskać wyżej wymienionego futrzaka.

Coś tam z tej sesji wyszło, ale COŚ to chyba najodpowiedniejsze słowo, żeby opisać efekty naszej ciężkiej pracy. Możecie je podziwiać poniżej i to tylko dlatego,że kilkoro z was już mnie o nią pytało. W innym wypadku nie zdecydowałabym się tego opublikować. Bądźcie łaskawi w ocenach błagam, bo łatwo nie było. Ale za to za rok już będzie tylko lepiej! 😉

UdostępnijShare on Facebook10Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0

You may also like

4 komentarze

Patrycja 20 kwietnia 2017 at 10:02 PM

Opłacało się Kochani!
Bardzo ładne fotki, radosne a Maya jest do schrupania.
Ku ,,pocieszeniu,, z roku na rok bedzie tylko gorzej.
Nie wiem czemu tak jest???
Mój 8 letni syn jak chcę złapać jakąś, oczywiście cudną, jedyną i niezapomnianą chwilę Jego życia, puka się w głowę
Ściskam

Reply
Ania 20 kwietnia 2017 at 10:29 PM

Z roku na rok będzie gorzej??? Gorzej już chyba być nie może 😉 dzięki za pocieszenie 🙂 trzeba po prostu oddać sprawy w ręce i obiektyw profesjonalisty 🙂 nie ma wyjścia. Też ściskamy xx

Reply
Ewelina 20 kwietnia 2017 at 8:34 PM

😉 Nastepna sesja w ta Niedziele z tego co mi sie o ucho obilo 😉

Reply
Ania 20 kwietnia 2017 at 9:17 PM

Ja jestem na TAK! 🙂 Zdjęcia napewno wyjdą lepsze haha

Reply

Leave a Comment