Macierzyństwo mi nie wystarcza

17 sierpnia 2017
macierzynstwo

Jestem mamą. Jestem z  tego dumna i nie oddałabym tego przywileju nikomu i za nic w świecie. Swoją córeczkę kocham bezgranicznie i bezwarunkowo. Ale czy to znaczy, że muszę zrezygnować z siebie? A co jeśli nie chcę? Macierzyńswo mi nie wystarcza. Czy jestem przez to złą mamą?  Gorszą od tych żyjących tylko dla swoich dzieci i poświęcających im wszystko?

Do tego wpisu zainspirowały mnie rozmowy z innymi mamami na różnych forach internetowych, zajęciach dla maluchów, klubach i grupach parentingowych. Nie raz i nie dwa spotykam się z opinią, że macierzyństwo to przede wszystkim poświęcenie swojego życia dla swoich dzieci.  No bo co to za matka, co myśli też i o sobie?

Kim jest ta mama „idealna”?

Już tłumaczę. Tylko nie myślcie sobie, że to ja jestem taka mądra. To wszystko to jest wiedza prawdziwych, stuprocentowych mam, które uprzejmie podzieliły się ze mną swoją mądrością i doświadczeniem . Nie muszę chyba wspominać, że są to mamy idealne, te jedyne właściwe. To one właśnie najczęściej mają tendencje ( pytane bądź nie) do udzielania nam rad i wskazówek w temacie macierzyństwa. One przecież wiedzą najlepiej.  I tym sposobem dowiedziałam się właśnie kim jest mama idealna. Hura!

No więc mama idealna to przede wszystkim MAMA. Nie jest to kobieta dbająca o swój samorozwój ( bo przecież na to jeszcze będzie czas), nie jest to też kobieta rozwijająca swoje pasje i zainteresowania ( bo co może być ważniejszego niż własne dziecko i jego życie) , a już napewno nie jest to kobieta, która nie myśli o swoim dziecku w dzień i w nocy i całą radość życia czerpie z macierzyństwa właśnie. Jest to mama, która głównie skupia się na prowadzeniu domu i wychowaniu swojego oczka w głowie i odkłada na „później’ wszystko o czym kiedyś marzyła bądź planowała.

Czy jestem złą mamą?

Możecie sobie tylko wyobrazić te spojrzenia, wzrok pełen zdumienia, kompletnego niezrozumienia, a czasem nawet i pogardy, gdy otwarcie przyznaje, że tak- moje dziecko chodzi do przedszkola przez trzy dni w tygodniu, tak- wróciłam do pracy, tak- mąż zostaje z Mayą i opiekuje się nią równie dobrze jak ja, tak-prowadzę bloga w wolnym czasie, i tak- dokształcam się i zdobywam coraz to wyższe kwalifikacje zawodowe. Jak by tego było mało, tak- spotykam się z przyjaciółkami na kawę, a czasem nawet i na drinka! I to na mieście- o matko!

Same widzicie- wyjścia nie ma- zła ze mnie matka! A już napewno nie idealna!

Za każdym razem, gdy tak słucham tych wszystkich opowieści i złotych rad, myślę sobie, że macierzyństwo mi chyba nie wychodzi. I zazdroszczę wtedy tym mamom, które całe dnie spędzają ze swoimi pociechami w domu. Mają czas na  przyrządzanie coraz to wymyślniejszych dań, pieką same chleb, a  w każdą sobotę ciasto stoi na stole. I podziwiam je za to, że tak potrafią. Brawa dla tych kobiet, które tak żyją i  to w macierzyństwie właśnie się spełniają. Ale z drugiej strony dziwi mnie, że im to wystarcza i nie chcą więcej. Ja tak nie potafię. I nie chcę. I wcale nie oznacza to, że jestem gorszą albo złą mamą. Bo dla mojego dziecka jestem najlepszą mamą na świecie! I nie sądzę, abym tym samym wyrządzała mojemu dziecku jakąkolwiek krzywdę. Wręcz przeciwnie… Bo jestem przekonana, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.

Kocham swoje dziecko, ale macierzyństwo mi nie wystarcza

Moja córka to moje największe szczęście i nic tego nie zmieni. Ale macierzyństwo mi nie wystarcza i taka jest prawda. Potrzebuję jeszcze czegoś co będzie ładowało moje baterie, będzie odskocznią od obowiązków domowych. Czegoś, co powoduje, że jeszcze bardziej doceniam to, czym obdarzył mnie los. Co pozwala mi wracać do domu, do mojego dziecka z uśmiechem na twarzy, a czas z nim spędzany to sama przyjemność.

Moja praca, mój blog, moje przyjaźnie i zainteresowania to rzeczy, które pozwalają mi przetrwać te szare dni, które od czasu do czasu się pojawiają. To one nie pozwalają mi zwariować, popaść w depresję i zaszyć się w domu w wyciągniętym dresie. I mimo, że czasem nie jest lekko pogodzić to wszystko ze sobą, to są to rzeczy, które mnie uszczęśliwiają.

Nic nigdy nie zastąpi mojej małej Mai. Ona zawsze jest i będzie numerem jeden na liście moich powodów do szczęścia.  Ale czuję radość na każdy kolejny dzień pełen spotkań z ciekawymi ludźmi, nowych wyzwań, fajnych projektów i zadań. I nie ma w tym nic złego. I nie chodzi tak naprawdę w tym wszystkim tylko o mnie.

Ona patrzy

Niezwykle ważne jest dla mnie to, że moja córka to wszystko obserwuje. Patrzy na swoją mamę, która stara się spełniać swoje marzenia i dąży do celów. Która z nas nie chciałaby dla swojego dziecka udanego  życia i możliwości robienia tego,  co sprawia mu przyjemność? Ja też chcę tego dla mojej córki.  Cieszę się, że widzi swoich rodziców, którzy są zadowoleni ze swojego życia, a  wyjście do pracy to nie jest dla nich kara. Patrzy i widzi, że fajnie mieć swoje pasje , dążyć do spełniania marzeń tych dużych i tych małych.

Chcę, żeby Maya wierzyła, że może osiągnąć to co sobie postanowi. Żeby dążyła do spełniania swoich marzeń i szukała swoich własnych projektów w życiu. I nie ważne czy będzie chciała zostać lekarzem, prawniczką, kosmetyczką czy panią sprzedawczynią w sklepie. Ważne, żeby potrafiła znaleźć w życiu to coś, co będzie jej przynosiło satysfakcję i radość. I co najistotniejsze- że będzie miała odwagę tego czegoś poszukiwać.

I wiecie co?  Jestem dumna z tego, że mogę być dla swojego dziecka przykładem. Bo jak inaczej miałaby się tego wszystkiego nauczyć? Jak inaczej przekazać dziecku te prawdy, nauczyć odwagi do sięgania po szczęście, czerpania z życia garściami? Z telewizji? A może z książek i kolorowych magazynów? Tak się chyba nie da. To tak nie działa. To co robię ja teraz, ona traktuje jako standardy na których będzie się wzorować. Oszczędźmy więc sobie tych wszystkich dobrych rad, których mamy zapewne setki, tysiące dla swoich dzieci. Bądźmy autorytetami dla nich, pokażmy im, że można wszystko. Bo dzieci idą za przykładem, nie za radą.

Frustracje a macierzyństwo

Ostatnie czego bym chciała, to żeby moja córeczka oglądała mnie w domu siedzącą przed telewizorem, sfrustrowaną i przeżywającą ostatni odcinek kolejnego tasiemca w telewizji. Nie chce tego dla siebie samej i dla niej, a wiem, że tak by się to skończyło.  Poziom frustracji sięgnąłby u mnie zenitu. I wiem, że nie byłoby to dobre dla mojej rodziny.

„Siedzenie w domu” kompletnie nie jest dla mnie. Może innym mamom faktycznie to odpowiada, jakoś udaje im się zachować siły, energię i zapał do działania. Ja nie wiem jak one to robią, bo ja to wszystko czerpię  między innymi własnie z wychodzenia do pracy, realizując się zawodowo, spotykając się z przyjaciółmi, rozwijając swoje zainteresowania.

Macierzyństwo to najlepsza rzecz jaka mnie spotkała i  daje mi wiele satysfakcji i radości. Nie twierdzę, że nie. Ale to też masa poświęcenia, godziny spędzone na budowaniu wież z klocków, przewijaniu lalek, śpiewaniu w kółko tych samych piosenek i czytaniu na okrągło tych samych ulubionych bajek. Fajnie jest po prostu czasem móc wyjść z domu i zwyczajnie zatęskić za swoim dzieckiem. Czas, który mam wtedy dla mojej córki nabiera kompletnie innego znaczenia i jakości.

Jakość, nie ilość

Dni,  kiedy ja nie wychodzę rano do pracy, a moja córeczka nie idzie do przedszkola, to są dni na które czekam.  Nie pucuję wtedy domu, nie siedzę w kuchni, nie oglądam seriali w telewizji, nie siedzę na telefonie, Facebooku i nie załatwiam żadnych spraw. Są to dni dla mojej córeczki. Staram się tak układać nasze życie, aby to był faktycznie czas dla nas,  na nasze wspólne sprawy, zabawy, poznawanie świata. Gotowanie, sprzątanie, blogowanie ogarniam głównie wieczorami. Czas, który mam zarezerwowany dla Mai, staramy się wykorzystać jak tylko najlepiej można. Staram się, aby był on wartościowy, pełen śmiechu i dobrej zabawy, bo liczy się jakość, nie ilość. Tych  dni nie zamieniłabym na nic. I wiem, że inaczej by to wszystko wyglądało, gdybym zdecydowała się odłożyć siebie na później. Na za 18 lat….

A za te 18 lat……

Zastanawiałyście się kiedyś jak będzie wyglądało wasze życie za te 18 czy 20 lat? Jak wtedy będzie wyglądało wasze macierzyństwo? Gdzie wtedy będziecie, z kim i co będziecie robić? Znacie takie mamy, które nadal żyją tylko życiem swojego już dorosłego dziecka?  Mamy, które najczęściej wypełniają swoje dni na czekaniu na ten jeden bądź dwa telefony w tygodniu ?  Ja znam i nie chcę tego ani dla siebie ani dla swojego dziecka.

Prawda jest taka, że za te 18 lat nasze dzieci, tak ja i my kiedyś, nie będą nas już potrzebować na każdym kroku. Będą miały swoje sprawy, przyjaciół, związki, prace, studia… I jest to normalne. I trzeba im na to pozwolić. Pytanie tylko, czy będziemy potrafiły? Jak sobie wtedy z tym poradzimy?  I czym wtedy będziemy żyć?

….będę szczęśliwą mamą szczęśliwego dziecka

Nie wiem jak wy, ale ja chcę za te 18 lat móc powiedzieć, że mam fajne życie i mieć dla czego żyć. Chcę zachować zdrowe podejście i wspierać swoje dziecko za każdym razem, gdy będzie mnie potrzebowało, ale nie chcę za niego tego życia przeżywać. Chcę mieć w sobie na tyle mądrości aby być w stanie pozwolić jej na własne poszukiwania, decyzje, popełnianie błędów i wyciąganie z nich lekcji.

Decyzje, które podejmuję teraz, zdeterminują jakoś mojego życia za te 18 lat i to czy będe nadal kobietą i mamą pełną pasji, chęci do poznawania tego wszystkiego co nowe.  Niektórzy pewnie powiedzą, że na naukę, pasje i samorozwój nigdy nie za późno. I pewnie mają rację. Zapewne  można pewne rzeczy przełożyć na potem, ale jaką mam gwarancję, że za te 18 lat będzie mi się nadal chciało? Będzie we mnie nadal tyle entuzjazmu, zapału, chęci do nauki co teraz? A może po prostu pójdę na łatwiznę i utknę w salonie z pilotem w ręku i będę czekać na ten telefon? Czy będą mnie nachodzić myśli typu ” co by było gdyby”? A może będe mamą w średnim wieku z poczuciem niewykorzystanych szans i zmarnowanego życia?

Ja tego nie chcę. I dlatego macierzyństwo mi nie wystarcza. Jest to wspaniała rola podarowana mi od Boga, ale nigdy w życiu nie zgodzę się z opinią, że macierzyństwo powinno polegać na poświęceniu swojego życia dla życia swoich dzieci. Dla mnie macierzyństwo to wychownie szczęśliwego człowieka, które będzie miało po prostu fajne, udane życie i nie czyni mnie to złą mamą!

szczesliwe macierzynstwo

 

UdostępnijShare on Facebook40Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0

Zobacz także

3 komentarze

Robert Kozłowski 5 września 2017 at 12:36 PM

Ważne i cenne wskazówki dla każdej matki, szkoda, że tak wiele z nich zamyka się na otaczający świat i nie chce niczego więcej, „bo przeciez już mam”

Reply
Jacek eM: dizajnuch.pl 23 sierpnia 2017 at 5:26 PM

Serio jest ktoś, komu przeszkadza Twoje samorealizowanie się poza rolą matki? I jeszcze ma czelność tak mówić i komentować? Masakra, a ja myślałem, że to XXIw.

Reply
Ania 23 sierpnia 2017 at 7:45 PM

Oj zdziwiłbyś się… Niestety zdarza mi się słyszeć tego typu komentarze. Na szczęście głównie od osób, których punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, więc nie biorę sobie tego do siebie 😉

Reply

Leave a Comment