Najważniejszy związek w Twoim życiu, o którym możesz nie wiedzieć

Najwazniejszy zwiazek w zyciu

Za nami luty, a właściwie to już prawie połowa marca. Dla mnie luty, to taki niby krótki miesiąc, ale wyjątkowo intensywny. Po brzegi zapełniony ważnymi uroczystościami, urodzinami bliskich mi osób, przyjaciół. No i Walentynki…  I tak pomyślałam sobie dzisiaj, że to miesiąc, w którym bardzo dbam o związki, w których jestem. Skupiam się na relacjach z rodziną, mężem, dzieckiem, przyjaciółmi.

Nie uważam, że jest w tym cokolwiek złego. Sprawianie przyjemności ludziom, których kocham i na których mi zależy to dla mnie samej duża radość i ważne jest dla mnie, aby te relacje były dobre. Uwielbiam robić prezenty, organizować przyjęcia, a uśmiech na twarzyczce mojego dziecka czy męża to nagroda sama w sobie za wszystkie te starania i moje zaangażowanie.

Dużą satysfakcję sprawia mi troszczenie się o te dla mnie najważniejsze osoby. Jest to dla mnie istotne i najczęściej robię to nieświadomie, zupełnie naturalnie. Ale czasem, wśród tych wszystkich relacji, zdarza mi się zapomnieć, że jest jeszcze jeden związek, o który należałoby zadbać. To związek z samą sobą.

Najważniejszy związek w Twoim życiu.

Tak właśnie. Najważniejszy związek w Twoim życiu to ten z samą sobą. I nie chcę Cię przekonywać do tego, że powinnaś nagle skoncentrować się głównie na sobie, olać wszystko i wszystkich. Chociaż przyznam, że i takie osoby już na swojej drodze miałam „przyjemność” poznać. Nie zauważyłam, aby jakoś im to na złe wychodziło. Ja tu jednak nie o tym. Moim celem jest przypomnieć Ci, że zdrowy egoizm wcale nie jest przereklamowany czy szkodliwy. Chcę zasiać w Twojej głowie taką małą myśl, że to może o ten związek właśnie przyszła pora zadbać najbardziej.

Mój dzień, (a domyślam się, że i Twój bardzo często też), przypomina czasem wyścig z czasem. I mimo że staję na rzęsach, jakoś najczęściej zdaję się przegrywać. Prawda jest taka, że moje potrzeby schodzą na dalszy plan. Na ostatnie miejsce na liście rzeczy do zrobienia, jeśli w ogóle się na niej pojawią. Taki już los matek, żon i tak zwanych ‘kobiet pracujących’ w jednym. I tak więc gorąca kąpiel w pianie zamienia się w szybki prysznic, książka w listę zakupów. A potem to już najczęściej czysty relaks w postaci prasowania, przygotowywania posiłków na następny dzień, nauka do egzaminów.

Zdaję sobie sprawę, że tak wyglądają dni wielu z nas. My kobiety mamy to już chyba w naszej naturze. Tak zwaną opiekuńczość. Ale dlaczego tak często z tego grona osób, którymi musimy czy chcemy się opiekować wykluczamy same siebie?

Zaryzykuję stwierdzeniem, że nie dbając o siebie, nigdy nie będziemy w stanie zadbać o innych. Zgodzisz się ze mną? Czy nie wydaje Ci się, że inwestując w związek z samą sobą inwestujesz też w swoje pozostałe relacje? Chcemy czy nie, stanowimy połowę wszystkich relacji, w jakich się znajdujemy. Czy wyczerpane, chore, sfrustrowane, wiecznie wkurzone na wszystko dookoła jesteśmy tak naprawdę osiągalne dla innych? Potrafimy się tak prawdziwie zaangażować i być dla tych ludzi? Czy stanowimy atrakcyjnego partnera dla naszych mężów, chłopaków, fajną mamę dla naszych pociech?

My, zołzy…

I tym sposobem doszłam do swojej własnej definicji zołzy. Wiecie skąd się biorą zołzy? Stąd właśnie. To są te wszystkie kobiety, które wiecznie przedkładają wszystkich i wszystko przed siebie same. To wcale nie są te egoistki, o których piszą w książkach, kobiety skoncentrowane tylko na sobie i swoich potrzebach, wykorzystujące wszystkich wkoło.

Zołza to ja. A raczej to kobieta taka jak ja. I pewnie taka jak ty…. Kobieta, która notorycznie zapomina o sobie, albo uważa, że ona i jej potrzeby nie są istotne. Która zapomina, że najważniejszy związek w jej życiu to ten z sobą. Bo przecież zawsze jest coś, co musimy załatwić najpierw, coś co musimy zrobić wcześniej. Dziecko, które musimy nakarmić, wykąpać, przebrać, pomóc obrobić lekcje. Mąż, który domaga się uwagi, albo któremu przydałoby się wyprasować koszulę. Rodzice, którzy już od kilku dni czekają na twój telefon. Kurz, który leży odłogiem i zerka na Ciebie z każdego centymetra Twojego domu. Kwiatki trzeba podlać, podłogę wypolerować, a obiad sam się nie ugotuje.

Wymieniać tak mogę bez końca, i wiem, że Ty pewnie też. I co dalej? Jakoś tak nie wiadomo kiedy przestajemy lubić same siebie. Już nie jesteśmy tymi fajnymi kobietkami, które pamiętamy. Stajemy się sfrustrowanymi babami, złymi na wszystkich i siebie za brak czasu na kawę z przyjaciółką, wieczorną maseczkę na twarz, wiecznie odpryśnięte paznokcie. Że nie żyjemy takim życiem jakim byśmy chciały, nie realizujemy swoich marzeń. Że czujemy się starzej niż pokazuje dowód, że po całym dniu tego opiekowania się wszystkimi poza nami samymi, to już nawet nam się tego odpoczynku nie chce.

I to właśnie tak powstają zołzy. Zołzy, to po prostu kobiety zarobione. Kobiety, które swoje potrzeby przekładają wiecznie na potem. Kobiety, które przestały inwestować w najważniejszą przyjaźń życia; przyjaźń z samą sobą. I chcemy czy nie, to właśnie nasi bliscy cierpią na tym równie mocno jak my same. Bo czy nie jest przypadkiem tak, że całe te nasze frustracje zaczynamy w końcu wyładowywać na swoim otoczeniu? Na osobach, na których paradoksalnie zależy nam najbardziej? Na ludziach, których kochamy i którymi tak bardzo staramy się opiekować?

Z obserwacji mogę napisać, że to mężom dostaje się chyba najczęściej. W sumie jest to nawet dość zrozumiałe. Są zawsze pod ręką, a i te koszule co je prasowałyśmy cały wieczór też były ich. No i przecież to zawsze jest ich wina. I takie biedaki obrywają potem za niedomyty kubek po kawie, za źle postawione buty w przedpokoju czy za brak promocji na upatrzony sweterek.

Przyjaciółka na całe życie

Nie wiem czemu tak wiele z nas taką małą wagę przykłada do swojego „ja”. Nie będę Cię pouczać, bo wcale lepsza nie jestem. Staram robić się w życiu rzeczy tylko dla siebie, ale obowiązki domowe czy w pracy często przytłaczają mnie tak bardzo, że nie mam już siły na nic innego. Ale może czas najwyższy to zmienić? Może pora odpuścić co nieco i zatroszczyć się o siebie? Właśnie po to abyśmy mogli też troszczyć się o tych, których kochamy. Bez focha, pretensji, cicho skrywanego żalu do siebie i całego świata?

Nie jest łatwo tak nagle zacząć odpuszczać i zmieniać siebie, a raczej swoje podejście do życia. Bo o takiej zmianie tu mówimy. Ale ostatnio mam silne przeświadczenie, że warto i trzeba próbować. Odpuszczanie to temat, który już kiedyś poruszałam. Może ten wpis okaże się dla Ciebie dobrym początkiem zmian. Zobacz tutaj.

Najwazniejszy zwiazek w Twoim zyciu

Proponuję, abyśmy stay się swoimi najlepszymi przyjaciółkami. Ludzie przychodzą i odchodzą z takich czy innych powodów. My zostaniemy z sobą aż do końca i to o tę relację musimy zadbać już teraz. Bądźmy same dla siebie oparciem. Zmieniajmy to małymi kroczkami, powoli, ale zmieniajmy. Zadbajmy o swoje zdrowie, o czas dla siebie, o swój rozwój. Postawmy siebie na pierwszym miejscu albo chociaż na równi z najważniejszymi dla nas osobami. Odrobina zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Zwyczajnie polubmy siebie. Troszczmy się o tą relację, aby dawała nam siłę do działania i stawiania czoła wszystkiemu, co nas w życiu spotyka. Siłę do podążania za swoimi marzeniami, do poruszania się do przodu a nie stania w miejscu. Tylko w ten sposób stworzymy solidne fundamenty, na których będziemy mogły budować zdrowe, prawdziwe relacje z innymi.

Czy i Ty bywasz zołzą ?

A teraz mam pytanie do Ciebie? Czy i Ty bywasz zołzą?

Kiedy ostatnio zrobiłaś coś tylko dla siebie? Kiedy ostatnio byłaś sama na spacerze, aby pomyśleć, popatrzeć na drzewa, zresetować umysł? Kiedy ostatnio robiłaś jakieś profilaktyczne badania? Kiedy przeczytałaś jakąś fajną książkę bez wyrzutów sumienia, że przez to ominęłaś kolejną zabawę z dzieckiem albo nie sprzątnęłaś łazienki? Kiedy ostatnio spędziłaś czas na nierobieniu niczego?

No właśnie….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *