Nie zaufam już mojemu mężowi…

14 marca 2017

Dzisiaj coś czego robić nie lubię czyli bedzie osobiście!  Ale tym razem jest to konieczne! I mam naprawde nadzieje, że mój małżonek szanowny raczy przeczytać i wziąść sobie do serca!

Niech was jednak nie zmyli  tytuł dzisiejszego wpisu! Nie chodzi mi absolutnie o to, żeby obsmarować mojego męża od góry do dołu. Co to, to nie! On na to naprawdę nie zasługuje. Jest najukochańszy na świecie, naprawde anioł!  Niejedna pewnie mi zazdrości, a jeśli nie- to powinna! Ale jest jedna kwestia, w której już nie zaufam mojemu mężowi….

Należy wam się małe wyjaśnienie. Tak więc, czy zdarza wam się czasem przeglądać stare zdjęcia sprzed kilku lat???? Jestem pewna, że nie raz! A Ile razy łapiecie się za głowe patrząc na swoją tzw. stylizacje? Moja dwuletnia córeczka ma własnie faze na wertowanie wszystkich albumów ze zdjęciami rodzinnymi, więc chcąc nie chcąc mam teraz super okazje do analizy swoich wyborów ubraniowych. I jedyne co mi przychodzi czasem na myśl to: O zgrozo!

Co mnie wtedy napadło? Jakim cudem pomysł założenia tej przykrótkiej bluzki wogóle pojawił sie w mojej głowie????? I od kiedy jaskrawa zieleń pasuje do różowego? A ta wielka torebka zza której prawie mnie nie widać?  Przyrzekam, że w sklepie wydawała się w sam raz!!!!  Albo te zdjęcia, na których prawie nie widać mojej głowy bo mam tak wielkie okulary przeciwsłoneczne?  Wymieniać mogę tak w nieskończność ale nie sądze, że zrobiłoby to dobrze mojemu poczuciu własnej wartości i wierze we właśny rozsądek i dobry smak więc pozwólcie, że na tym poprzestane.

Kto jest temu winien?

Po krótkiej analizie nasunął mi się jeden wniosek – to wszystko to nie moja wina. To akurat oczywiste. Ale skoro nie ja to kto? Można by winić złe światło w przymierzalniach, nachalne panie ekspedientki czy wyszczuplające lustra. Ale mnie do głowy przyszedł tylko jeden winowajca. To wszystko to jest wina mojego męża!

Czemu? Bo popatrzmy na to tak:  nie jest przecież winą kobiety to, że gdy coś jej sie baaaardzo mocno spodoba (podkreślam słowo bardzo nie bez powodu) na sklepowej półce tudzież na wieszaku w sklepie to traci głowę. Często się zdarza, że jakoś mniej zaczynamy przykładać wagę co do tego, czy równie dobrze prezentuje to się na nas samych. Wszelkie niedociągniecia, niedopasowania i tym podobne potrafimy sobie zazwyczaj zręcznie wytłumaczyć na nasze. Tu sie poprawi, tam się wciągnie brzuch, tu się coś dobierze i będzie super! Brzmi znajomo? Hmm…

Takie już jesteśmy (a przynajmniej ja), że w sklepie dostajemy tzw. „amoku” (jak to okreslił mój mąż) i trudno wtedy o zdrowy rozsądek. I po to właśnie mamy mężczyzn czyż nie???? A oni co? Nie wiem jak jest u was i absolutnie nie chcę to ougólniać! Mój mąż jednak kompletnie na tym polu zawodzi. Gdyby tak wierzyć jego słowom, to wychodzi na to, że we wszystkim wyglądam ładnie, wszystko mi pasuje, a każdy kolor nagle idealnie współgra z moim kolorem oczu. Do tego stopnia, że ostatnio wyszłam z drogerii z pomarańczowymi cieniami do oczu! Nie wiem gdzie miałam głowę, ale na plakacie z Jenniffer Lopez tak pięknie wyglądały…..No i mąż oczywiście doradzał.

Okazało się później, że mój szanowny małżonek już na tyle był znudzony chodzeniem między półkami ze szminkami, tuszami i balsamami, że na wszystkie pytania o pomoc w wyborze zręcznie odpowiadał „tak kochanie bardzo ładnie będzie”. Już nie wspomne ile razy za sprawą jego doradztwa wyszłam ze sklepu z o dwa tony za ciemnym bądź za jasnym podkładem do buzi! I też mi było ładnie oczywiście…. Tak to jest jak sie bierze na sklepy męża zamiast koleżanki….. W sumie moja wina.

No ja sie pytam jak tak można???? Gdzie wzajemne zaufanie i poleganie na sobie w każdej sytuacji? Chyba nie to sobie przysięgaliśmy? Patrząc teraz na te wszystkie stare fotografie zastanawiam się czy rzeczywiście powinnam ufać swojemu mężowi i pytać go o radę w temacie zakupów. Wychodzi na to, że absolutnie NIE! Tak więc moje drogie czytelniczki: jakkolwiek strasznie by to nie zabrzmiało- nie zaufam już mojemu mężowi.

Miłość jest ślepa!

Pomarańczowe cienie prezentowały się na mnie ciut gorzej niż na Jennifer Lopez z plakatu, zwłaszcza w świetle dziennym i czara goryczy się przelała. Doszło u nas do poważnej rozmowy małżeńskiej. I wiecie co? Przyznał się do wszystkiego! Bezczelnie się przyznał! No co za świnia- pomyślałam sobie na wstępie, ale zaraz potem argument jakiego użył powalił mnie na podłogę i zakończył dyskusję raz na zawsze. No i sprostuje od razu- żadna z niego świnia!

Okazało się, że to wszystko to ta nieszczęsna miłość. Pomijając zakupy w drogeriach kosmetycznych, które mąż mój lubi równie mocno co ja te w sklepach z narzędziami (ble!), to każda jego opinia na mój temat była i jest jak najbardziej szczera. Słyszałyście kiedyś, że „miłość jest ślepa? Wychodzi na to, że fatycznie bywa. Po pierwsze, sprawa mojego ubrania jest dla niego drugorzędna. Oczywiście, pewnie woli mnie oglądać w sukience, niż w rozciągniętym dresie ale to jestem JA i w czym bym nie była zawsze jestem dla niego ta najpiękniejsza! No i jak tu się obrażać po czymś takim? Zwłaszcza po 13 latach bycia razem?

Nie zwalnia to z dbania o siebie- o nie! Wszystko ma swoje granice i chyba wiemy wszystkie, że każdy facet lubi czasem popatrzeć na swoją zadbaną kobietę. I chociaż miło jest czasem posiedzieć w domu na totalnym luzie to niestety prawda jest taka, że nic nie podtrzymuje temperatury w związku lepiej niż świadomość, że ta druga strona nadal się dla nas stara. Dba o siebie bo zależy jej na tym jak ją postrzegamy  i mimo wieluletniego stażu chce nam się podobać.  W dresie same przyznacie, że mogłoby być ciężko. No chyba, że macie ciało Ani Lewandowskiej to wtedy ewentualnie możecie zaryzykować. U mnie ta opcja niestety odpada. Dres w takim razie też.

Po drugie- (i tu mi wyszły małe łezki) mój mąż jak się okazało- woli mnie oglądać w przydużych okularach, czy w źle dobranym makijażu  niż zrobić mi przykrość i powiedzieć jak jest. I wiecie co? I niby źle, bo mówią, że każda prawda lepsza niż… ale jakoś nie potrafie się na niego więcej złościć. Z automatu wybaczam mu te wszystkie tragiczne zdjęcia w naszych albumach.  I mimo, że czasem może tych kilka słów konstruktywnej krytyki wyszłoby mi na dobre, to niech już lepiej zostanie tak jak jest.

Jakieś wnioski?

Nasza rozmowa dała mi do myślenia. Zmieniłam zdanie zarówno co do zakupów jak i głównego winowajcy moich porażek modowych. I wiecie do jakiego wniosku doszłam?  Ale co ważniejsze, że nasi faceci nie są, a przynajmniej nie powinni pełnić roli naszych recenzentów a już napewno nie powinni być naszymi naczelnymi krytykami. Od tego mamy złośliwe sąsiadki, koleżanki w pracy (te są najgorsze) i innych życzliwych znajomych.  Mąż ma stać po naszej stronie i kropka. Oni są do wznoszenia nas pod niebiosa, chwalenia i komplementowania. I nawet jeśli czasem może nie do końca jest tak jak nas zapewniają, to co z tego. I jeśli tak jak w naszym przypadku dzieje się to czasem kosztem totalnie źle dobranej stylizacji to nic nie szkodzi. Bo przecież są w życiu ważniejsze sprawy niż kolejna kiecka. Świadomość tego, że jest ktoś w kogo oczach jest się zawsze najpiękniejszą mi to wynagradza.

I powiem więcej- jeśli mój mąż nie ma sumienia mi powiedzieć wprost, że w czymś źle wyglądam to trudno. A nawet chwala mu za to. Niech to bedzie lekcja dla mnie- na zakupy raczej ze sprawdzoną psiapsiółką! Tak wiec w kwesti dobioru garderoby nie zaufam już mojemu mężowi ale za to ufam mu w każdej innej. I to sie liczy 🙂

UdostępnijShare on Facebook22Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0

Zobacz także

12 komentarzy

Agnieszka 21 marca 2017 at 5:08 PM

Szanowny małżon powinien sprawować tylko funkcję wykonawczą czyli stać i podziwiać efekt końcowy. Każdy facet w pewnym momencie włącza tzw tryb awaryjny czyli jest obecny ciałem ale nie duchem 🙂
Zatem pytanie faceta o doradzenie zawsze niesie ze sobą element ryzyka 🙂

Reply
Ania 21 marca 2017 at 8:27 PM

Święte słowa haha Szanowny małżonek obiecał poprawę ale nie wiem jak da rade. Ja też go po drogeriach obiecałam nie ciagać 🙂

Reply
Ewelina 15 marca 2017 at 10:57 PM

„Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Dobrze widzi się tylko sercem” No i twoja druga połówka dobrze o tym wie

Reply
Ania 15 marca 2017 at 10:59 PM

Jak pięknie powiedziane 🙂

Reply
Patrycja 15 marca 2017 at 9:58 PM

Aniu! Dawno tak sie nie naśmiałam
Jak bym słyszała swojego męża, bo niby ja też dostaję ,,amoku,, w centrach handlowych
Oj tam, oj tam, jak sie lubi ze sobą przebywać to nawet wspólne zakupy można przeżyć.
Mam jedna sukienkę, której zazdroszczą mi wszyscy, jak wyszłam z przymierzalni to mąż powiedział; kupujemy! Jeden z lepszych wyborów zakupowych
Pozdrowienia dla męża-anioła ☺️

Reply
Ania 15 marca 2017 at 10:06 PM

Patrycja to cieszę się bardzo, że moje rozterki małżeńskie tak Ci humor poprawiły haha. Ale muszę przyznać, że i mojemu „aniołkowi” zdarzyło się nie raz nie dwa dobrze doradzić 🙂 Także chyba nie skreślę go tak całkiem hihi

Reply
Kinga 15 marca 2017 at 11:44 AM

Jak tytuł zmylił mnie strasznie. Myślałam, że całkowicie o czym inny będzie post, a tu? Tak pozytywnie. Rzeczywiście – mąż anioł 🙂 pozazdrościć.

Reply
Ania 15 marca 2017 at 8:11 PM

Anioł anioł, czasami haha 😉

Reply
Pantomima 15 marca 2017 at 9:25 AM

Mnie także wystraszył tytuł wpisu. Mężczyzna potrafi też być czasem dobrym doradcą. Pisząc dobrym mam na myśli bardzo krytycznym, takim jaki jest mój mężczyzna. Mimo wszystko najchętniej słucham rad siostry i przyjaciółki. I to że zakupy z innymi kobietami są najlepsze, nigdy się nie zmieni:)

Reply
Ania 15 marca 2017 at 8:13 PM

Tak zgadza się , na zakupy tylko z dziewczynami:-) Musicie mi wybaczyć troche mylący tytuł!

Reply
Jula 14 marca 2017 at 10:12 PM

Przeczytałam nagłówek i myślę zrezygnowana: „no nie. Będzie narzekanie. Nie ufa mężowi, to po co z nim jest? Co Ona tam napisze, że mu nie ufa, ale to nic nie szkodzi, bo … coś tam ?”
A tu takie zaskoczenie! Mąż jednak zbiera oklaski 😉
Ma rację, lepsza zadowolona, niż obrażona kobieta 😉 😉 Dba o swój interes i Twój dobry humor. 😉
Pozdrowienia dla Was :*

Reply
Ania 15 marca 2017 at 8:14 PM

Mąż zbiera zasłużone oklaski. Zgadzam się z Tobą w 100% i mój mąż pewnie też- nie ma nic gorszego niż obrażona kobieta w domu haha

Reply

Leave a Comment