Poszliśmy na wagary! I nie żałujemy….

1 marca 2017

Czy nachodzą was czasem takie straszliwe myśli jak by to było  pozbyć się swojego dziecka choćby na jeden dzień? I co więcej- nie iść wtedy do pracy??? Czy wy też czasem skrycie marzycie o kilku godzinach błogiego lenistwa, nic nierobienia i spełniania tylko własnych zachcianek? Bo my tak! I to od dawna….Tak więc poszliśmy na wagary!

Pewnie teraz niektórzy z was myślą sobie, jacy to z nas wyrodni rodzice. No bo jak można chcieć pozbyć się własnego dziecka!? Takiego malutkiego, niewinnego, pulchnego słodziaka?!  Na naszą obronę mogę powiedziec tylko, że wcale nie takiego niewinnego! No i nie tak całkiem pozbyć! Tylko na małą chwilkę, na jeden dzień! No dobra- na pół!

Całkiem niedawno taki właśnie dzień nam się przydarzył. Razem z mężem dopuściliśmy się tej straszliwej zbrodni i co najgorsze wyrzutów sumienia jakoś brak! Otóż bezczelnie i z premedytacją pozbyliśmy się naszego dziecka. A przynajmniej taki był plan…..Poszliśmy na wagary!!!!!!

Po raz pierwszy od dwóch lat mieliśmy szansę na pobycie ze sobą i tylko ze sobą. Mając rodzinę jakieś tysiąc kilometrów stąd i mega wymagające dziecko totalnie nie akceptujące żadnych obcych pań opiekunek, jesteśmy zwykle skazani na randki we trójkę. W sumie nie ma w tym nic złego, ale żeby tak ciągle bez jednej przerwy przez dwa lata?! Owszem da się, ale uwieżcie mi, nawet najsłodszy słodziak potrafi czasem przyprawić o mdłości jak nie daje od siebie odpocząć nawet na moment.

Tak więc w akcie desperacji uknuliśmy plan….  Z samego rana nasza pociecha totalnie nieświadoma przebiegłego planu swoich rodziców radośnie pomaszerowała do przedszkola. A my zamiast do pracy- na miasto! O matko-czuliśmy się naprawdę jak na wagarach! Zaliczyliśmy kino -po raz pierwszy od dwóch lat! Potem małe wyjście do restauracji i spacer po plaży! I było super! Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tęskniłam za naszymi wspólnymi wypadami w tak zwanym życiu przed. A obiad w restauracji? Luksus mówię wam! Totalny relaks!   W końcu mogliśmy po prostu posiedzieć na totalnym luzie, pogadać, posłuchać muzyki, pogapić się na ludzi i móc skupić się po prostu na sobie. No i na deserze!

Wiem jak okropnie to zabrzmi ale to był naprawdę piękny dzień. Mieliśmy nareszcie czas dla siebie, którego tak bardzo nam brakowało. Dzień wolny nie tylko od naszego dziecka ale też bez długaśnej listy rzeczy do zrobienia, sprzątania, gotowania, robienia zakupów. Dzień, gdzie nie musieliśmy się nigdzie śpieszyć i non stop patrzeć na zegarek.  Spacer powolnym krokiem bez gonienia naszego dwulatka po piachu i targania tych wszystkich „niezbędnych” gadżetów- bezcenny!

Ale każde wagary muszą się kiedyś skończyć. I u nas się skończyły około 15.00. Mogły co prawda trwać dłużej ale poziom tęsknoty za Mayą juz wtedy był nie do zniesienia. Wiem wiem… Totalne mięczaki z nas! Tu niby wszystko ładnie pięknie ale gdzieś tam z tyłu głowy zawsze tkwił obrazek takiego jednego maluszka z dwoma kucykami i szerokim uśmiechem od ucha do ucha. I to ciagłe zastanawianie się co robi, czy jest smutna czy wesoła, czy zjadła ładnie obiadek, czy przespała się choć chwilę…. Siedząc w restauracji to tak naprawdę o niej głównie rozmawialiśmy, śmiejąc się z różnych sytuacji z jej udziałem, z tego jak wymawia różne słowa, których uczy się właśnie mówić. O losie!  Nie dotrwaliśmy do końca dnia i zabraliśmy ją z przedszkola wcześniej niż zwykle… Woleliśmy resztę dnia spędzić razem, we trójkę.

Mimo że było mega fajnie pobyć te kilka godzin tylko we dwójkę  to z nią okazało się lepiej, dużo lepiej. Bo ona jest teraz częścią nas i bez niej jakoś tak czegoś nam brakuje. Zrozumieliśmy ,że my sami już nie jesteśmy tacy jak kiedyś i już nigdy nic nie będzie takie jak kiedyś. I wiecie co? Bardzo dobrze bo teraz jesteśmy lepsi. I to dzięki niej właśnie. Ona jest najlepszą rzeczą jaka nam się kiedykolwiek przytrafiła i nic nie jest w stanie temu dorównać.

To był naprawdę piękny dzień! Pozbyliśmy się naszego dziecka ale dzięki temu mieliśmy okazję za nim zatęsknić. A to  przypomniało nam  jak bardzo ją kochamy i dziękujemy losowi, że ją mamy. Te kilka godzin pozwoliło nam na chwilkę odetchnąć, zwolnić i przede wszystkim naładować baterie na następne dni. Teraz znowu mamy siłę i ochotę. Cudnie było  zobaczyć swoją córeczkę i mocno ją przytulić po tym dniu sam na sam bez niej. Uśmiech nie schodził mi z twarzy ani na moment. A jak już ktoś wcześniej powiedział szczęśliwy rodzic to lepszy rodzic.

I wiecie co?  Bedzięmy wagarować ! Takich dni zdecydowanie będzie teraz w naszym życiu więcej. Nie za dużo, ale będą. Właśnie takich dni, kiedy to bezczelnie pozbędziemy się naszego dziecka i pójdziemy na wagary! A potem znowu bedzięmy pełni sił i energii gotować obiadki z plastikowych warzyw i owoców w jej małej mikro kuchni. I będziemy znowu zmieniać pieluszki misiom. I tańczyć wkoło do tej samej Mai ulubionej piosenki.  O tak! Tańczyć będziemy napewno:-) I pewnie też poskaczemy po kanapie- a co! I znowu będzie nam się chcieć!

 

UdostępnijShare on Facebook12Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0

Zobacz także

2 komentarze

pudernik 2 marca 2017 at 10:16 PM

Ha! Takie wagary to ja popieram 🙂

Reply
Ania 2 marca 2017 at 10:55 PM

Haha:-) Ja też. Szczerze polecam!

Reply

Leave a Comment